
Ta okropna pogoda, wietrzna i deszczowa, znów szkód potwornych narobiła. Nawet w naszym ogrodzie, gdzie wyjątkowo jest zwykle spokojnie i zacisznie. Licho owocuje grusza, a i tak wiele na wpół dopiero dojrzałych owoców już spadło na ziemię. Z jabłonki wiatr zerwał tyle jabłek, że można było wiadrami zbierać. Prawie wszystkie zielone, i w dodatku porozbijane.
Ale parę najładniejszych wybrałam i postanowiłam zrobić dżem. Dodałam dwie gruszki, sporo cukru, trochę przypraw, i zaczęłam tę masę dusić na większej patelni.
Jednak takie trochę bezbarwne to wychodziło, więc dosypałam kubek malin, dorodnych zresztą w tym roku jak nigdy, a na koniec włożyłam jeszcze pół kubka sparzonych rodzynek i trochę suszonych śliwek.
Wyszedł wieloowocowy dżem naprawdę pyszny. Mój mąż jest dżemojadem, ja raczej nie przepadam, ale z przyjemnością kromkę wieloziarnistego chleba z masłem i tą marmoladą zjadłam.
Właśnie; świeżo odkryliśmy masło prawie ‘prawdziwe’ w dyskoncie ALDI. Smakuje i pachnie jak to nasze, sprzed lat. Mimo, że w Niemczech go zrobili.
I tak sobie pajdę podgryzając spacer po blogach rozpoczęłam, podglądając, co u kogo nowego. Okazało się, że deZeal z Moorland Home na poważnie zaczęła się szykować do wakacji w Polsce, nawet koafiurę całkiem nową sobie dała zrobić.
Ale jeszcze odkryła nam swoich 10 ulubionych rzeczy, zapraszając do zabawy kolejne osoby. W tym i mnie.
Więc ja zapraszam:
Polę Karską z “Między Warszawy a Nieba”
Izę Jankowską z “Zza Uchylonych Drzwi”
Donatę ze “Świata Donaty”
Asię i Wojtka z “Siedliska pod Lipami”
Slavkosnipa “Spacerującego po Warszawie”
Trzeba na swoim blogu odkryć własne ulubione rzeczy, sprawy czy czynności. A następnie zaprosić do takich zwierzeń kolejne osoby.
Sama się trochę zastanawiałam nad swoimi ulubionymi. I doszłam do następującego wniosku:
po pierwsze - lubię mieć święty spokój,
po drugie, piąte i dziesiąte - lubię mieć święty spokój.
I to by było na tyle.