24 września 2015

Dunia do grobu mnie wpędzi!


Dunia do grobu mnie wpędza; znów poszła w świat, w piątek, 18 września, po obiedzie.

Ledwo wykaraskała się, przy pomocy weterynarza i naszej, z traumy po poprzednim, piętnastodniowym  zaginięciu, na przełomie czerwca i lipca.

Trzy tygodnie trzymałam ją w szelkach, na smyczy. Już zaczynała wariować od tej niewoli. Więc kiedy któregoś dnia oswobodziła się z szelek i uciekła, zgodziłam się, że nie będę jej w dalszym ciągu więzić.
Karnie siedziała w ogródku koło domu, a najdalej za najbliższe płoty się wyprawiała. I wracała, choć z oporami, na wołanie, trzy razy dziennie, do miseczki, czwarty raz na śmietankę, i w chłodniejsze dni udawało się ściągnąć ją do domu na noc.
Chociaż reszta bandy uporczywie na dworze nocuje i wielkie larum podnosi, gdy któraś sztuka zostaje do domu złapana, zwykle podstępem, nigdy dobrowolnie.

A teraz znów jej nie ma, szósty dzień, a ja nie wiem już, co robić.  Żyje, czy ktoś ją przejechał, pies rozszarpał? Z własnej woli włóczy się po okolicy, czy przetrzymywana jest, więziona? Jada cokolwiek, pije, czy głoduje?

Wygląda na to, że beznadziejnymi opiekunami dla naszych kotów jesteśmy. Ale to nie tak; człowiek stara się nieba im przychylić. Tylko, że w domu przetrzymywane są absolutnie nieszczęśliwe. W ogródku czują się świetnie. Tyle tylko, że pięćsetmetrowy ogródek jest dla nich kilka razy za mały, żeby nie prowokować wypraw poza płot. A za płotem, cóż, nie tylko pokusy dalszej wędrówki, ale i wszelkie niebezpieczeństwa świata czyhają.

Nasze wieloletnie doświadczenie w opiece nad kotami sprowadza się ostatecznie do stwierdzenia, że każdy kot jest inny, czego innego od życia oczekuje i wymaga. Jak człowiek. Staramy się to rozpoznac i im dać. Ale z jakim skutkiem?

Znów apeluję:


Dunia zaginęła

Dunia zaginęła

Dunia zaginęła



DUNIA

Umaszczenie szaro-beżowe, duży, biały ‘śliniaczek’, czarna pręga na grzbiecie,
białe skarpetki na 4 łapkach

Wyszła z domu dnia 18. września 2015
          Ma 14 lat; jest mało sprawna, mizerna, niedomaga.
Sprawdź, czy nie zamknąłeś Duni w garażu, altance, piwnicy albo w komórce! 

18 komentarzy:

  1. No to 'kiszka z wodą' !! Mam nadzieję, że szybko się odnajdzie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielony Płocie, ja też, ja też nadzieję mam. Ach, gdybyśmy mieli taki areał jak u Ciebie, i miejsce takie - pewnie problemu by nie było:(

      Usuń
  2. Małgosiu, może nie powinnam wywodzić się w temacie, bo jestem typową psiarą, nie kociarą...
    Ale!!! Zupełnie nie pojmuję dlaczego dopuściłaś do kolejnej ucieczki Duni???
    Gdy kotka uciekła pierwszy raz, potem drugi, bardzo przeżywałam Twoją rozpacz, trzymałam kciuki za szczęśliwy powrót do domu Waszej pupilki. Zerkałam na Twojego bloga każdego dnia z nadzieją, że opublikowałaś radosny wpis.
    Ale przyznam szczerze, że teraz czuję coś w rodzaju niesmaku... :-( Absolutnie nie pojmuję dlaczego jej na to pozwoliłaś? :-(
    Jak wiesz, mam dwa pieski; Gaja jest bardzo grzeczną dziewczynką, ale Ramzes (jak to chłopak) ma swoje za uszami. Od zawsze i chyba już na zawsze będzie z uwielbieniem wyszukiwał i zjadał "smaczne" kąski znalezione na trawniku. Żadne metody wychowawcze nie skutkowały! Pewnego dnia zjadł coś, po czym przez tydzień "umierał" na moich oczach... :-( Weterynarz toczył zaciętą walkę o życie 6-ciokilogramowej istotki. Kroplówki, liczne zastrzyki i ta potworna temperatura 41,5' C utrzymująca się przez kilka dni. Ramzes cudem przeżył a ja otrzymałam od losu nauczkę i przestrogę. Wystarczył mi ten JEDEN, JEDYNY raz aby podjąć decyzję, że już NIGDY mój piesio nie będzie cieszył się swobodnym spacerem. Od tamtej chwili, a minęło już kilka lat, zawsze spaceruje na smyczy, pod moim bacznym okiem.
    I wiesz, wcale nie cierpi z tego powodu, przyzwyczaił się. A ja jestem przeszczęśliwa, bo gdy pomyślę, że mogłabym mieć wolnego ale martwego psa, to zdecydowanie wybieram opcję uwiązanego ale zdrowego i przede wszystkim ŻYWEGO!
    Nie miej do mnie żalu za te być może cierpkie słowa, ale gdy Dunia szczęśliwie wróci do domu (czego Ci życzę z całego serca) to może tym razem wyciągniesz wnioski jakie ja wyciągnęłam już za pierwszym razem. Wiem, że życie na uwięzi nie jest tym, o jakim marzy nasz ukochany zwierzak. Ale sama odpowiedz sobie na pytanie co jest dla Ciebie ważniejsze : szczęśliwy kot czy ŻYWY kot...???
    Pomimo mojej "złości" nadal trzymam mocno kciuki. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Alicjo, Twoje słowa może i cierpkie…ale jakoś w ogóle mnie nie ubodły. Dlaczego? Bo po nich dokładnie widać, że o kotach, ich potrzebach, ich dobrostanie nie wiesz nic, zupełnie nic.

      Jeśli zapoznasz się z treścią komentarza Ashki, będziesz mogła zorientować się w problemie, widzianym już nie moimi, ale innej kociary oczyma. Daje on zwłaszcza odpowiedź na nurtujące Cię pytanie – lepszy kot szczęśliwy czy żywy.

      Dzięki za Twoją troskę i życzenie powrotu naszej kocicy Duni.
      Pozdrawiam Cię

      Usuń
    2. Małgosiu, tak jak pisałam na początku, może nie powinnam... jestem typową "psiarą"
      Nigdy nie miałam kota, więc do końca nie rozumiem ich potrzeb i zachowań.
      Dla mnie zawsze na pierwszym miejscu będzie zwierzak zdrowy a przede wszystkim żywy.
      Ściskam i nadal trzymam kciuki, mocno!

      Usuń
  3. Straszna z niej powsinoga. Mam nadzieję, że się szybko znajdzie. Rozumiem Twoje dylematy. Przerabiałam to samo z Rudzielcem. Też był czas kiedy wychodziłam z nim tylko na smyczy. W końcu udało nam się tak zabezpieczyć ogrodzenie, że Rudy już od 1,5 roku nie wychodzi poza teren. Ale nerwy to mam przez niego zszarpane. I morze łez wylane. Kot to nie pies. Koty są zupełnie innymi stworzeniami. Rudy na smyczy i w domu zaczął wpadać w depresje. Kasieńka jak została zamknięta w bloku też przypłaciła to zdrowiem. Pinio, kiedy jeszcze po chorobie mieszkał u moich rodziców, jak tylko doszedł do siebie to głupawki dostawał zamknięty w czterech ścinach. W przypadku kotów należy zadać pytanie: kot szczęśliwy czy kot z depresją, bezpieczny ale gasnący na wygodnej kanapie?
    Na BBC Earth leci bardzo ciekawy program "Koty bez tajemnic". Szczerze polecam. Kot, nawet wychowany przez ludzi, zawsze ma w sobie dziką naturę. Pies to zupełnie inna bajka.
    Trzymam mocno kciuki za Dunię. Niech wróci szybko do domu. Szkoda, że macie taki mały ogródek. W większym można zrobić wolierę. Choć może i w takim mały też by się dało.
    Czekam na dobre wieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ashko Kochana, jaka Ty mądra jesteś i jak koty rozumiesz! I psy także, jasne.

      Jeszcze nadziei nie straciłam, choć teraz podejrzewać zaczynam, że być może Dunia na demencję już cierpi, stąd to jej permanentne (w tym roku) znikanie z domu.
      W każdym razie robię co można, aby ją odnaleźć, zdając sobie sprawę, że wróci, kiedy sama zechce (o ile żyje).

      Dzięki za polecenie filmu, ale nie mam TV;)

      Serdeczności


      Usuń
    2. A może chce jak najwięcej z życia wyciągnąć. Mam taką nadzieję. Kasieńka jaz zaczęła się gorzej czuć to już nie chciała z domu wychodzić. Mam nadzieję, że Dunia choć ma swoje lata czuje się na siłach by sobie na takie długie wypady pozwalać. Połowa kota zawsze pozostanie dzika. I pewnie kolejne sto lat i kolejne i kolejne tego nie zmieni... Jestem dobrej myśli i bardzo mocno trzymam kciuki za Dunię. A Tobie naprawdę mocno współczuję bo wiem co przeżywasz.

      Usuń
    3. Wiesz Ashko, że to trafienie w '10' jest z tą tezą o wyciąganiu z życia jak najwięcej!:)
      Z dzisiejszej perspektywy (to znaczy jej powrotu do domu po 8 dniach, ale
      jest) pewna jestem, że 'druga młodość' ją dopadła:)

      Naprawdę masz intuicję. I wiedzę. Moja Ty Kociaro Miła!

      Usuń
  4. hm...no cóż kogę napisać... moje siedzą w domu i wcale nie widać, że są z tego powodu nieszczęśliwe...wręcz przeciwnie...
    kiedyś ktoś na FB napisał... chcesz mieć żywego, zdrowego kota więcej trzymaj go w domu ... myslę, że coś w tym jest...
    nic tylko Małgoś trzeba czekać... aż wróci...

    myślę, że Alicja prawdę napisała..
    popatrz na tę sprawę z innej perspektywy... oczami innych ludzi...niekoniecznie kociarzy ... np. zwykłych ludzi uczulonych na krzywdę zwierzaków
    ucieka/ginie kotka... szukasz... wywieszasz ogłoszenia... być może ktoś przy okazji jej szuka... kotka odnajduje się... wszyscy szczęśliwi ...że jest... mija czas i znowu historia się powtarza... wypuszczasz i znowu znika...
    jak myślisz jakie zdanie mają inni ? większość napisze, że nie zależy Ci na zdrowiu kotki... chociaż osobiście wiem, że tak nie jest...ale ja Ciebie znam a inni niekoniecznie... sama widzisz...
    a szczęście ? pojęcie względne... punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...
    buźka...
    bądźmy dobrej myśli... Dunia mądra kotka więc może przyjdzie po jakimś czasie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dokońca się zgodzę.Niewola za bezpieczeństwo to za wysoka cena.Zamknięty może być tylko kot ,który nigdy nie zaznał wolności. Ten, który wychodził będzie cierpiał w domu. To tak jakbyś Ty teraz już nie mogła nigdzie wyjść.

      Usuń
    2. moje wychodziły latem na 4 godziny dziennie...jesień, zima do ciepłej wiosny - kwarantanna... tak są nauczone od małego... są w ogrodzie ( a mam ich sztuk 5 )wołam i w ciągu godziny wszystkie w domu... koty zadowolone i ja też...
      nie bardzo rozumiem co ma wolność do szczęścia kotów ?
      dokarmiam bezdomne, mam też dzikiego nocującego w kotłowni... mają wolności ile wlezie i co ? garną się do domu... mój ' dzikusek ' ostatnie dni przebywa godzinę na podwórku i pcha się do swojego M-1...

      Usuń
    3. Joasiu, rzeczowo wszystko rozpatrujesz. Tyle tylko, że tu nie chodzi o moją opinię u innych ludzi, ale o dobrostan mojego kota. A ten, i w tym właśnie przypadku, polega na całkowitej wolności kocicy.

      Cieszę się jednak, że dziś rano napisałaś: "...trzeba czekać...aż wróci..."
      I wróciła, Joasiu, wróciła wieczorem:)

      Wiele serdeczności


      Usuń
  5. Kochana, nie przywiązuj jej jak wraca!!!To jasne, że będzie uciekać. Robi się koło zamknięte.Ona ucieka,bo ją uwiązujesz, a uwiązujesz ją, bo ucieka. Jak wróci, nagradzaj ją ale daj wolność!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uleńko, racja, racja!

      Dużo pozdrowień

      Usuń
  6. I jeszcze... Uwiązany kot czuje się bardzo zagrożony. Blokujesz mu jedyny instynkt obrony jaki ma -ucieczkę. Ona nie wie, że akurat tu nie pojawi się pies czy inny wróg i jedyne co wtedy czuje to strach i dyskomfort. Kto by nie uciekał? Buziaki i bardzo ciepłe pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urszulko, oczywiście przyznaję Ci rację. Ale i wyjaśniam, że niewola Duni to nie było uwiązanie do ławki czy drzewa w ogrodzie. To były szelki i smycz, i my zawsze z nią. Ale i tak pewnego dnia się uwolniła. I od tego dnia już szelki nie obowiązywały.

      No, ale potem zwiała. I dziś wróciła:)

      Wielkie całusy Ulu

      Usuń

Dziękuję za wizytę;)