22 kwietnia 2026

Kotka, nie nasza, ale zaprzyjaźniona, trochę

Żałuję, że zaniechałam umieszczania notatek na swoim blogu, który prowadziłam, może niezbyt regularnie, ale jednak od wielu lat. Ostatnio składałam życzenia noworoczne w 2023 roku chyba. A mamy przecież prawie połowę 2026! Zdaje się, że głównym powodem tego zaniechania była chwila, kiedy publika zaczęła gremialnie przenosić się na FB i podobne, i ja w pewnym momencie też. Ale jakoś mi się nie spodobało; utworzył się teatr, a uczestnicy (może nie wszyscy) zaczęli obsadzać się w rolach, które dla siebie sami wymyślali. Więc zrezygnowałam, bez żalu. I przemyśliwam, żeby jednak, dopóki jestem, parę słów w „Dwu-nastu kotach” od czasu do czasu napisać. Co prawda od lat nie istnieje powód, dla którego blog powstał; w 2020 umarł Filipek, nasz ostatni zwierzęcy domownik. Długo zastanawialiśmy się nad przygarnięciem nowego ‘ostatniego’, jednak tzw. zdrowy rozsądek wziął górę, i tak się nie stało. Ale życie nie znosi próżni, jak to się mówi. I pewnego dnia, zupełnie znienacka, zaczęła odwiedzać nas kotka, mieszkanka z domu naprzeciwko. A było tak: sąsiadka zaczepiła mnie z pytaniem, co sądzę o przyjęciu do ich domu małego kociaka, którego oferuje im szkolna koleżanka syna, bo jej kocica właśnie ma małe. Więc ja oczywiście entuzjastycznie się odniosłam, twierdząc nawet, że dom bez kota jest gorszy. No i sąsiedzi dali dom kociczce, a ta, kiedy trochę podrosła, uznała, że nasz dom też się ‘nadaje’. I od jakich trzech lat jest naszym codziennym gościem. Z tym, że nie jest to kot przytulaśny, łasy na pieszczoty, głaskanka czy siedzenie na ludzkich kolanach; wręcz odwrotnie. Zdecydowanie uważa, że naszym obowiązkiem jest wpuścić ją do domu, poczęstować jakimś frykasem, pozwolić na przespacerowanie się po kanapie, parapetach, powyglądanie przez okna i natychmiastowe wypuszczenie, kiedy tylko tego zażąda. Ten stan rzeczy absolutnie nam odpowiada, choć prawdą jest, że niechęć kotki do okazywania nam choć odrobiny uczuć jest niezbyt miła. Ale cóż, przyzwyczailiśmy się już. Pilnujemy, aby co dzień, około 12:00 wyjść na ganek i wpuścić gościa, który wiadomo, kroki kieruje najpierw do kuchni. W misce po Filipku muszą być przygotowane snacki, odpowiednie do jej gustu, bo inaczej się obrazi. Po przekąsce wypuścić panienkę, o ile czeka pod wejściowymi drzwiami, albo wpuścić ‘na salony’, o ile czeka pod innymi drzwiami, a to zazwyczaj wtedy gdy uzna, że pogoda na dworze nie jest jej przyjazna. No i wszyscy są z takiego obrotu sprawy zadowoleni, nawet bardzo. P.S. Kocia nie pozwalała się sfotografować😊. Dziś w ogrodzie udało się to zrobić Danielowi, więc mam ją!